Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czego pan chce ode mnie? Za co mnie paw męczy? Ach jacy ludzie są źli!..
Sędzia nie wątpił już teraz, że ma do czynienia z wyrafinowaną symulantką.
— Mila turkaweczko!.. Napróżno się pani trudzi. Od pierwszej chwili zorientowałem się, kogo mam przed sobą. U mnie pani tymi sposobikami nic nie wskóra. Szkoda wysiłku.
— Co pan sobie myśli o mnie? — uniosła Aniela dumnie głowę. — I za kogo pan mnie ma?
— Za taką, jaka pani jest w istocie mola panieneczko! Wszak nie zaprzeczy pani, że jest kochanką nie bezpiecznego zbrodniarza, Klawego Janka nieprawdaż?
Aniela zasłoniła sobie twarz obiema rękami, a z jej piersi wydarł się spazmatyczny szloch.
— Pani znów płacze...
Aniela nie odpowiadała. Sędzia śledczy tracił cierpliwość.
Milczeniem i płaczem pogarsza pani tylko sytuację..
Aniela nie słuchała jego słów. Rozumiała teraz swego ojca i Janka, dlaczego z taką nienawiścią odzywali się o tych, którzy dzierżą w swych rekach wymiar sprawiedliwości. Za co się znęcają nad nią, kiedy nie poczuwa się do niczego? W sędzi śledczym widziała tylko złego człowieka, który chce ją skrzywdzić. I postanowiła nie odpowiadać na jego prowokacyjne pytania.
— Dziwi mnie pani upór — kontynuował dalej sędzia śledczy. — Podobnym postępowaniem przedłuży pani tylko śledztwo i tym dłużej wypadnie jej potem czekać na proces. Dlaczego zarówno ojciec jak i kochanek pani przyznał się do wszystkiego? Wszak nie zaprzeczy pani, że jest córka tego starca i kochanką Klawego Janka? Oni opowiedzieli mi już wszystko.
— Pan kłamie! kłamie!.. — zawołała Aniela.
— Proszę się liczyć ze słowami, moja panno. I nie udawać, że nie orientuje się, gdzie jest i z kim mówi.