Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Musiał przyznać, że w wieloletniej praktyce nie miał jeszcze do czynienia z tak piękną zbrodniarką. Myśli, które daleko nie licowały z powagą chwili, natrętnie wdzierały się do jego mózgu. Zazdrościł Klawemu Jankowi tak pięknej narzeczonej i to obudziło w nim nienawiść do tej kobiety.
— Jak pani na imię — Aniela.
— A jak się nazywa pani ojciec?
Aniela wybuchnęła płaczem.
— Proszę się uspokoić. Nie uczynię pani nic złego — rozpoczął sędzia łagodniejszym tonem — Ze mną może pani być zupełnie szczera.
Aniela rozpłakała się jeszcze głośniej.
Jeżeli się pani nie uspokoi, odeślę ją z powrotem do celi. Tam się pani wypłacze.
Aniela rzuciła się niespodziewanie do jego stóp:
— Litości... Nie odsyłaj mnie pan więcej do celi.. Nie przeżyję tego!..
Sędzia cofnął się szybko. W jego mózgu zrodziło się podejrzenie:
— O, z niej nie byle jaki ptaszek — pomyślał w duchu. O, jestem już 25 lat na tym chlebie, mnie nie wyprowadzi w pole!

— Proszę w tej chwili przestać płakać! — rzekł rozkazującym tonem. Tamte kobiety nie są gorsze.
Aniela otarła łzy. Wzrokiem, pełnym przerażeni, spojrzała na swego prześladowcę, po czym usiadła z powrotem na miejsce.
— Czy dawno jest już pani jego kochanką?
Aniela nie odpowiedziała.
— Jak długo jesteście już zaprzyjaźnieni ze sobą?
W oczach Anieli zabłysły ogniki gniewu.
— Na nic pani oburzenie.. Znamy się na tym. Odpowiada pani, czy nie?