Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.


[...] stem młodszy od was.
Sędzia śledczy odnosił się do Staśka Lipy z widocznym szacunkiem. W gruncie rzeczy do zachowania pewnej formy wobec aresztanta skłaniała go niepewność, czy rozpoznał Staśka Lipę.

Stasiek jednak zdążył zorientować się, że policja jeszcze nie wie z kim ma do czynienia i postanowił nie dać się zdemaskować.
— Jestem niewinny, panie sędzio. Bezpodstawnie jestem oskarżony lub podejrzany o coś. — uniósł Stasiek Lipa głowę do góry, która mu cały czas ciążyła.
— Możliwie. Ale w takim wypadku, skąd się wziął do pańskiej willi niebezpieczny bandyta Klawy Janek?
— Klawy Janek zapoznał się na plaży morskiej z moją córką.
— Rozumiem. I co dalej było? — pytał sędzia śledczy.
— Pan sędzia rozumie.. Dzisiejsze dzieci..
— Tak, tak. I ja mam dzieci. Stale mamy z nimi konflikty. Podrasta złe pokolenie. Nie chce się słuchać rodziców...
Znów zaległa cisza. Poufały ton sędziego śledczego budził u Staśka Lipy podejrzenie.
— Więc mam to rozumieć, że pańska córka zakochała się w Klawym Janku? — spytał po chwili sędzia śledczy.
— O, tak! I na nic się zdały moje perswazje. Odrazu tknęło mnie złe przeczucie, iż córka wpadła w ręce jakiegoś podejrzanego gagatka. Uprzedzałem moją córkę, ale nadaremnie.
— Kto strzelał do Klawego Janka?
— Ja! Postanowiłem oboje zastrzelić. Nigdy nie dopuszczę, by córka moja poślubiła przestępcę...
Ze słów Staśka Lipy biła przekonywująca prawda.