Strona:Tryumf.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A jakbyście nie mogli iść?
— Niema musu, gdzie jest wola.
— Wola czasem nie wystarcza.
— Niema takiej woli, co nie wystarcza, chyba taka, co jej niema.
— Będziemy jutro nocowali za rzeką.
Wyciągnął ku mnie twardą starą rękę, potrząsnął moją dłonią i odszedł, pykając z fajki.

∗             ∗

Będziemy jutro nocowali za rzeką...
To znaczy — —
Wcisnąłem pięści w oczy i upadłem czołem na kraj stołu.
To znaczy rozstać się z Myrtą, rzucić wszystko, ją i ten ogród zaczarowany, i to zaczarowane źródło w lesie, orosłe przez lilie i tulipany, które ona sadziła na wiosnę.
Nie była moja, a ja byłem jej cały, ciałem i duszą, cały jej oddany, poświęcony, zgubiony w niej do szczętu.
Tego wieczora poszedłem do niej piechotą.
— Co panu jest? — spytała mię w progu.
— Przychodzę się pożegnać; jutro przenosimy się na drugą stronę rzeki.
— Dlaczego?
— Skończyliśmy tu roboty.
Popatrzyła na mnie pytająco.
— Jakto? Przenosisz się pan?