Strona:Tryumf.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mieniem. Nakoniec zmarszczył brwi i rzekł surowo:
— Panie, trzeba naprzód iść, albo robotę oddać innemu.
I patrzał na mnie przymrużonemi oczyma.
Krew uderzyła mi na twarz; ogarnął mię wstyd. Stary Szymon wiedział naturalnie doskonale, dlaczego ubieram się teraz inaczej i dokąd jeżdżę wieczorami konno. Nie mówił nic, bo nie śmiał, zresztą robota szła po swojemu; ale teraz powiedział mi wprost: trzeba naprzód iść, albo robotę oddać innemu.
Stałem przed nim zakłopotany. Jego olbrzymia postać wznosiła się nade mną. Z nabrzmiałemi na piersiach muskułami podobny był do odłamu skały; szpakowate włosy spadały mu ku ramionom, siwe wąsy, przycięte ku ustom.,
Czułem, że tu nie mogę grać w zakryte karty.
— Cóżbyście wy zrobili na mojem miejscu? — spytałem.
Myślałem, że odpowie mi coś o grzechu, o cudzej własności, o starym nieobecnym mężu, o szóstem przykazaniu i sumieniu, ale on powiedział mi tylko:
— Albo bym naprzód szedł, albo robotę oddał.
— I poszlibyście naprzód?
— Jakbym się zawziął na początku, że pójdę, tobym poszedł.