Strona:Tryumf.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Serce uderzyło mi, jak młot. Wypowiada mi dom, co sam zrozumiałem...

— Daj list i odpraw człowieka.
— Powiada, że będzie odpowiedź.
— Daj list.
„Dlaczego pan nie przyszedł wczoraj i proszę donieść, kiedy pan przyjdzie. Wygląda pan na to, że pan lubi krem i był krem. W braku pana zjedli go Remus, Zagraj i Polot. To jest Polot, o tyle, że wsadził w niego dziób i szpony. Był bardzo dobry; proszę żałować i przyjść na drugi.
Do widzenia
Myrta X...“
Napisałem: „Boję się“ — dałem posłańcowi dukata, wyrzuciłem chłopca z namiotu i całowałem list, każde słowo, każdą kreskę. Potem porwałem się znowu do kilofa.
Około południa przyszedł drugi list: „Od tego jest miłosierdzie, żeby były grzechy. Czekam wieczorem“.
Przyrządziłem sam minę dynamitową, wyprawiwszy Szymona pod jakimś pozorem. Straszny huk, który rozdarł powietrze, poobalał ludzi z nóg i zatrząsł całą puszczą.
Był to okrzyk mojego tryumfu, „mina à la crème de cafè...
Hurrra!!!...

∗             ∗