Strona:Tryumf.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jak ty to umiesz, Pusiu —
— Khótko a theściwie.
— No więc zgoda, jaśnie panie hrabio?
— Zgoda.
— Tylko co Pan Strygulewicz powie? On taki ućciwy —
— A cóż to ja nieuczciwy jestem, do kroćset dyabłów, panie Mandelpflanz?!
— Za przeproszeniem jaśnie pana hrabiego, ja tego nie powiedziałem, ja chciałem powiedzieć, że pan Strygulewicz to ma swoje pojęcia —
— O, i na to jest sposób! Dhugi list. Łaskawa i dhoga Pani! Phrzykho mi bahdzo, że nie miałam szczęścia z tak blizką sąsiadką zawhrzeć dotąd znajomości. Jutho święto, phoszę nam zhobić tę phrzyjemność i phrzyjść do zamku z mężem na śniadanie.

Najuphrzejmiejsze ukłony,
Małgohrzata Tatahowska.
do Wielmożnej Pani Anastazyi Sthygulewiczowej.

— Hahaha! No więc do widzenia panie Mendelpflanz. Resztę u notaryusza.
— Kłaniam się do nóg jaśnie panu hrabiemu. Całuje rączki jaśnie pani hrabinie.
Adiu, panie Mendelpflanz.
— Ućciwy! Powinienem był tego kanalię Żyda wyrzucić za drzwi! Te głupie sto, czy stopięćdziesiąt koron więcej!