Strona:Tryumf.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Za psie pieniądze trzymać i jeszcze nie płacić —
— Prawda, że psie pieniądze?! Zawsze to myślałem. To ten Strygulewicz! Powiada, że tam grunta nieurodzajne —
— Cy cy cy! Jak pan Strygulewicz tak mówi.. Tam grunta są urodzajne, tylko jak się komu podoba mieć chorą żonę, dwóch synów w gimnazyum, córkę na pensyi, to choćby on w samej mączce kościanej siał — —
— Albo i ta słota i powódź? Wszędzie było to samo!
— Jak kto potrzebuje na obiad dwie potrawy jeść, buty tylko dwa razy do podzelowania dawać — — może mu i cały listopad słońce świecić! Jaśnie pan hrabia także dzieci ma —
— A bo prawda!
— Jeszcze więcej o jedno, niż on.
— No, a ileż pan, panie Mendelpflanz, myśli, ile Malinowa Górka powinna dać? Strygulewicz mówi, że tysiąc sto reńskich, to jest wyśrubowane jak na katolika i nie złodzieja.
— A ja słowo jaśnie panu hrabiemu daję, jak jestem uczciwy człowiek, daję w pierwszym roku tysiąc sto pięćdziesiąt, a w następnym po tysiąc sto siedmdziesiąt pięć.
— Hm —
— Kto nie dotrzymuje warunków umowy