Strona:Tryumf.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A zacóż ten?! Głupi jak but i nic nie robi, tylko w karty gra!
— No, mój drogi, jak się ma nasze nazwisko i dwa miliony koron dochodu, a jeszcze z milion się dogra —
— A — przepraszam, że tak wpadam, ale co za burza w parlamencie–e!
— No co, co?
— Fomio zawsze ze swojemi thomtadhackiemi gazetami!
— Gadaj: co?
— Wyobraźcie sobie, poseł jakiś wniósł sprawę złego traktowania w wojsku nauczycieli ludowych, rezerwistów — każą im podłogi w koszarach myć, jeden oficer mówił, że on im to umyślnie robić każe, bo on zna galicyjskich nauczycieli, a drugi, że jak Defilirung nie wypadnie dobrze, to koszule będą mokre, bo on ma czas. Przytem wymyślania od „polska chudoba“, a to jeszcze podobno najmniej, przed frontem —
— Oficerowie bywają czasem trochę wymagający i trochę niecierpliwi, ale dobrze robią. Gdyby nie wojsko, toby nas ta hołota rozniosła. Wiesz, Mieczysławie, jesteś w sejmie, stykasz się z wybitnymi ludźmi, mógłbyś też podnieść, aby żandarmom polecono więcej jeszcze zwracać uwagę na stan umysłów po wsiach, niż dotychczas. Żandarm powinien być poprostu kontrolerem nauczyciela ludowego i chłopa.