Strona:Tryumf.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A taki nasz wikahy? Czy to się niepowinno w dyby zakuć i do konsystohrza odphowadzić?!
— Żaden też z moich synów nie zawaha się na czele dragonów robić porządku, jak się to mówi, jeżeli zajdzie potrzeba. Tego jestem pewien.
— Nie naphóżno wychowaliśmy ich w zasadach...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Wiesz? Mam klucz!
— E?
— Papa ma tam najmniej ze trzy tysiące drobnemi Wezmę sto bla koronami, to ani spostrzeże!
— A pożycz mi choć trzydzieści?
— Dobrze, ale jak tak zrobisz, żebym widział, jak się Żorżeta myje?
— Jakże, kiedy Żorżeta u was z mamą śpi?
— No to jak my do was przyjedziemy.
— To wiesz co, pożycz mi jeszcze piątkę, to ci pokażę, jak się Żorżeta kąpie.
— A ty widziałeś?
— Ba! Abo raz?!
— Jakże — kiedy siostra?
— Strasznie jeszcze jesteś naiwny, mój Adasiu!
— No to albo wiesz co? Ja ci niedam tej piątki, a pokażę ci, jak się Melka rozbiera Albo wiesz co? Spuść z tych trzydziestu, co chcesz