Strona:Tryumf.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


s’ist’s a keine gute Rekommendation“. Cóż mu miałem powiedzieć, kiedy psiakrew ma racyę!
— No to też pocóż tak na gwałt wyjeżdżać? Ja za granicą w hotelach, czy gdzie, przez y — Autrichien, a w Paryżu już bywało, że i przez skij. Może się cki wymawiać jak ki, to czemuż się niema ski pisać skij?
— Wszystko to głupstwo, aby handel szedł.
— No a cóż tam twoje phezesuhy, Mieczysławie?
— A prawda, że ich mam do dyabla! Byłem dotąd prezesem towarzystwa wioślarzy, towarzystwa cyklistów, towarzystwa naszych prowincyonalnych wyścigów konnych, honorowym prezesem straży ogniowej, a teraz mię jeszcze zrobili prezesem rady powiatowej i delegatem szkolnym. Przytem sejm —
— No ale kiedyż ty, u Pana Boga, masz czas na to wszystko?!
— Zgłupiałeś, Fred, czy co? Podpiszę czasem co, ale nigdy nic nie czytam, chyba o straży ogniowej, bo mię to bawi. Od czegóż jestem w Polsce hrabią? A do Lwowa wpaść czasem na winta ode mnie blizko.
— Pyszny sobie ten Mieczysław z tą phostodusznością i z tym humohem!
— A bo prawda! Ale wiesz już, Józio został tajnym radcą, ekscellencyą! Wczoraj nominowany!