Strona:Tryumf.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ekonomczuk!
— Kamerdynerczuk!
— Chcesz w pysk?!
— A ty?!
— Hrabia co psy obrabia!
— Książe co psy wiąże!...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Folwarki wypuszczam głównie Żydom. Najlepiej płacą, przytem nie robią z chłopstwem ceremonii. Maszyny rolnicze sprowadzam z Niemiec. Stamtąd także mam buchaltera i bereitera. Udało mi się dostać wysłużonego wachmistrza od czarnych huzarów. Jegermeistra sprowadziłem z Górnej Austryi. Plenipotenta tylko trzymam Polaka, Strygulewicza, niepodobna bowiem znaleźć za granicą nikogo, coby umiał po polsku.
— Bóg nas pokahał tym lokajskim językiem.[1]

— To się zaprzeczyć nieda, że ta nieszczęsna polskość bokiem nieraz wyłazi! Idąc z duchem czasu dałem Miecia na politechnikę w Lipsku. Skończył. Pojechałem po niego, wiecie, że majątku tak dużego niemam, rektor mi radzi, żeby go zostawić w Niemczech. No tak — powiadam — ale Polak, a Niemiec się zaczyna śmiać: „Na ja, Herr Graf, da haben Sie recht

  1. Autentyczne. Pani G. z Podola.