Strona:Tryumf.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dophawdy nie umiałabym panu podziękować, ale sądzę, że słowa z ust tak pathyahchalnych stahczą panu za podziękowania...
— Wiesz Fomiu, że nie rozumiem, jak się to mogło stać, że ja dotąd u księstwa Henrykostwa nie byłem...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

....Złocistem winem napełnij czahę —
Evoë Bacche! Uderz w gitahę
i nim się w zimne zamienim woski
odegnaj thoski!...

— Cóż ty tam deklamujesz, Pusiu?
— Nic... Tak dziwnie jestem usposobiona —
— Rozebrało cię?
— Rhozmahrzyła mnie poezya... Fhed!
— Co?
— Fhed...
— No co?
— Fhedzie?...
— No co u dyabła ciężkiego?
— Pamiętasz?
— Co?
— „W taką to noc letnią“ —
— Świerszcze brzęczały i bąki buczały...
— Bahbahrzyniec jesteś! „W taką to noc letnią piękna Jessyka“ — —