Strona:Tryumf.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Chwalić byłoby świętokradztwem!
— Jaką ona ma prostotę!
— I co za forma!
— Cudne! A gdybyś był tak zostawił, jakeś chciał z początku: „lilie mych pieśni“, byłbyś zepsuł cały wiersz.
— Powiem, jak Cato: prostota, prostota, prostota.
— I jeszcze jeden ma pan phrzymiot —
— ?
— Skhomność.
— Gdyby pan nam jeszcze co powiedział!
— Ah tak! Dwie strofki!

— Hej ty dziewo z różanym wieńcem,
choć już nie jestem krzepkim młodzieńcem
jedną godzinę zostań mi wierna —
nalej falerna!

Złocistem winem napełnij czarę!
Evoë Bacche! Uderz w gitarę
i nim się w zimne zamienim woski,
odegnaj troski!

— Bhawo! Bhawo!
— Równego połączenia oryginalności z kulturą śmiało chyba mogę powiedzieć, że od czasów Zygmunta w poezyi polskiej nie spotkałem.