Strona:Tryumf.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kiedy byłem na bażantach w Anglii —
— Tak, cóż panie hrabio, tak cóż?
— Zapoznaliśmy się z lordem Duglasem —
— I cóż, panie hrabio, i cóż?...
— Zdrowie hrabiego Alfreda!
— Niech żyje nam! Niech żyje nam! Niech żyyyje nam!
— Fred, po co ty spraszasz tę hołotę? My —
— Straszne mieszane dziś towarzystwo u Alfreda.
— Pan baron uważa?
— Proszę pana, panie Udęcki, gdybym ja coś podobnego w Zedrzyszlachciu Podolskiem pokazał arcyksięciu, jak do mnie na rogacze przyjedzie —
— Kiedy byłem proszony na bażanty do lorda Hamiltona w Anglii —
— Słyszałem. Trzeba sobie powiedzieć: my, albo nie my.
— Tak to sobie trzeba powiedzieć, panie baronie...
— Pan pozwoli, panie Udęcki, że zapytam poufnie ochmistrza arcyksięcia, markiza Pissenpologne, czy pozwoli pana zaprosić na następne polowanie? Takbym rad pana módz widzieć wtedy u siebie — —
— Dziękuję panu uprzejmie, panie baronie. Zedrzyszlachcie nie jest nam o tyle obce, że mój