Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wienie zakończył pytaniem, kto z nich zechce podążyć mu w tym względzie z pomocą. Wśród wahania się i milczenia wszystkich młody Ali, wyrostek zaledwo szesnastoletni, zniecierpliwiony tą ciszą, zerwał się gwałtownie i wykrzyknął namiętnie a ogniście: „Ja chcę!“ Towarzystwo, w którego gronie siedział również i Abu Taleb, ojciec Alego, nie mogło wcale wrogo być usposobionem dla Mahometa, jednakże widok starzejącego się już, nieumiejącego czytać człowieka, oraz szesnastoletniego wyrostka, porywających się na podobne przeciw ludzkości całej przedsięwzięcie, zdał mu się śmiesznym: całe to zebranie parsknęło śmiechem. Tymczasem przedsięwzięcie dowiodło, że wcale nie zasługiwało na śmiech, lecz tworzyło rzecz bardzo poważną! Co się tyczy Alego, to należy go lubić. Posiadał bowiem duszę szlachetną, — jak tego dowiódł i wówczas i całem swem życiem, — posiadał uczucie tudzież odwagę ognistą. Tkwiło w nim coś rycerskiego: śmiały był jak lew i posiadał pomimo to wdzięk, szczerość i uczucie, godne rycerstwa chrześciańskiego. Padł z ręki mordercy w meczecie bagdadzkim, z winy własnej szlachetnej prawości i ufności w prawość innych. Przed śmiercią powiedział, że gdyby się okazało, iż zadana mu rana nie jest śmiertelną, — mordercy trzeba przebaczyć; w przeciwnym zaś razie należy mu odebrać życie natychmiast, ażeby obaj jednocześnie mogli stanąć przed Bogiem, który osądzi, z czyjej strony była sprawiedliwość!
Mahomet oczywiście krzywdził Korejszytów, jako stróżów kaaby i nadzorców bałwanów. Przyłączyło się do niego zaledwo jeden lub dwóch z ludzi wpływowych: sprawa postępowała powoli, postępowała jednak.