Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nadające się do ułożenia w teoremy i diagramy, i co do których logika winna wiedzieć, że nie może o nich mówić. Dość już dla nas rozeznać zdaleka, w największej odległości, blask jakiś, jak gdyby małego światełka rzeczywistego, jaśniejącego w środku tej ogromnej kamery-obskury, dość rozeznać, że treść tego wszystkiego była nie szaleństwem i nicością, lecz istnością i zdrowiem.
Światło to, zapalone w ogromnym, mrocznym wirze ducha norskiego, mrocznym, ale pełnym życia, oczekującym jedynie na światło, — oto dla mnie treść rzeczy. W jaki już sposób światło to przebije się potem na zewnątrz, cudownie się rozpryskując w tysiącznych odcieniach i rozlewając się w formy i barwy, — zależy to już nie tyle od niego, ile od ducha narodowego, który je chłonie. Barwy oraz formy waszego światła zależą od pryzmatu, przez który będzie musiało świecić. Dziwnem jest myśleć, jak dla każdego człowieka jakakolwiekbądź, najprawdziwsza rzeczywistość, przybiera postać, nadaną mu przez charakter samego człowieka! Powiedziałem już: człowiek szczery, mówiąc do braci swych, ludzi, musiał zawsze koniecznie ustanowić, co mu się zdawało rzeczywistością, istotnym wyglądem natury. Ale sposób, w jaki ten wygląd czy też ta rzeczywistość przybierała dlań formę, jakiego rodzaju rzeczywistością stawała się dla niego, — podlegał — i podlega — prawom własnej jego natury, prawom głębokim, subtelnym a powszechnym i wiecznie czynnym. Świat przyrody jest dla każdego własną jego fantazyą, świat ten tworzy zbiorowy „obraz własnego jego marzenia.“ Kto odgadnie, jakim to niemożliwym do nazwania subtelnościom prawa ducho-