Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kolwiek szubienicy powiesicie człowieka, który je dokona, — spełnić się musi i spełni. Mamy swoje Habeas Corpus, swoje wolne przedstawicielstwo narodowe, uznanie jak świat szerokie, że wszyscy ludzie są, lub, inaczej mówiąc, że się im należy, że powinni stać się tem, co nazywamy ludźmi wolnymi, ludźmi, których życie jest oparte na rzeczywistości i sprawiedliwości, nie zaś na tradycyi, która stała się już niesprawiedliwością, chimerą! To do pewnego stopnia — i wiele innych poza tem rzeczy — zdziałali purytanie.
Istotnie, w miarę jak ta prawda stawała się stopniowo oczywistą, opinia purytanów się oczyszczała. Pamięć jednego z nich po drugim zdejmowano z szubienicy; co mówię? część ich nawet pewna dostąpiła obecnie niemal kanonizacyi. Eliota, Hampdena, Pyma, co więcej — Ludlowa, Hutchinsona, samego wreszcie Vana, uznano za pewien rodzaj bohaterów; są to jakoby Patres conscripti polityczni, którym, i to w niemałym stopniu, zawdzięczamy jakoby to, co dla nas tworzy Anglię wolną: nikomu dzisiaj nie wyszłoby na dobre zaliczyć ich w poczet ludzi złych. Nieliczne jest grono purytanów znaczniejszych, którzy nie znaleźli sobie gdziekolwiek apologistów, nie zdobyli dla siebie hołdu pewnego ludzi poważnych. Jeden tylko purytanin, jak widzę, i sam jeden tylko: biedny nasz Cromvell — wisi dotychczas jeszcze na szubienicy i nigdzie nie może znaleźć odważnego obrońcy. Ani święty, ani grzesznik nie oczyści go z zarzutu wielkiej złości. Człowiek to zdolny, nieskończenie utalentowany i mężny i t. d., lecz zdrajca swej sprawy; moc w nim ambicyi osobistej, podłości, dwulicowości; był on wściekłym. grubym, obłudnym Tartuffem, obracającym całą