Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


duchem kłamstwa.“ Dzielny stary Samuel — ultimus Romanorum!

Nie mogę tak wiele powiedzieć o Rousseau i jego bohaterstwie. Nie jest on tem, co nazywam człowiekiem silnym. Człowiek to chorobliwy, drażliwy, spazmodyczny i, w najlepszym razie, prędzej wytężeniem, niż siłą się odznaczający. Nie posiadał on „talentu milczenia,“ talentu nieocenionego, którym mało Francuzów, a nawet, prawdę mówiąc, mało jakichkolwiek ludzi w owych czasach się pochwalić mogło! Człowiek cierpiący powinien istotnie „pochłonąć dym własny;“ nic dobrego nie wyniknie z dymienia, zamiast przetworzenia dymu w ogień, — czem, nawet w sensie metaforycznym, dym wszelki stać się może! Rousseau’owi brakuje głębokości i obszerności, brakuje mu siły spokojnej wobec trudności, co jest główną cechą charakterystyczną wielkości prawdziwej. Pomyłką jest gruntowną nazywać siłą gwałtowność i surowość pedantyczną! Człowiek, podległy napadom konwulsyj, nie jest z tego tytułu silnym, chociaż sześciu ludzi nie utrzyma go czasem. Kto może iść naprzód, nie chwiejąc się pod ciężarem, chociażby najcięższym, ten dopiero jest człowiekiem silnym. Zawsze, a szczególnie w tych dniach wrzasków przeraźliwych, zachować to w pamięci należy. Człowiek, który nie umie zachować spokoju, zanim przyjdzie czas mówić i działać, nie jest bynajmniej takim, jakim być powinien.
Twarz biednego Rousseau jest dla mnie wyrazem człowieka. Jakieś wytężenie w tej twarzy — długiej, lecz ważkiej i o rysach pokurczonych: kości nad oczyma ostro wystające; w oczach, zapadłych głęboko