Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


swego lokaja. Zresztą, jeśli tak jest, to nagana należy się nie bohaterom, lecz lokajowi: snać dusza jego, jeśli mamy już to powiedzieć, jest nizka, jest duszą lokajską! Potrzebuje on, aby bohater jego ukazał mu się w przybraniu wspaniale teatralnem, występując kroki mierzonemi, z paziami, niosącymi ogon płaszcza z tyłu, i trębaczami, czyniącymi hałas, z przodu.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Lokaj nie poznaje bohatera, którego ma przed oczyma! Niestety! nie poznaje, gdyż potrzeba do tego też pewnego bohaterstwa, a jedną z głównych bied świata, pod tym i innemi względami, jest właśnie brak takich ludzi.
Nie przyznamyż ostatecznie, że podziw Boswella był na miejscu, że nie mógłby on znaleźć w całej Anglii duszy godniejszej, tego, by czoła przed nią nizko uchylono? Nie przyznamyż, że i ten wielki, ponury Johnson mądrze kierował trudnem swem i pełnem zamieszania życiem, że spędził je dobrze, jak przystało na człowieka prawdziwie mężnego? Dzielny ten człowiek przystosował się do wszystkiego: i do rozpaczliwego chaosu autorstwa handlarskiego, i do chaosu rozpaczliwego, wytworzonego przez sceptycyzm religijny i polityczny w teoryi i praktyce życiowej, i do biedy pyłu i mroku, i do chorób ciała, i do dziur w ubraniu. I nie był on zupełnie pozbawiony gwiazdy północnej; wśród wieczności świeciła mu gwiazda północna, bez której obejść się żaden mężny nie może: z wzrokiem do niej przykutym za nic w świecie nie zwróciłby on z drogi swej wśród tych wirów chaotycznych odpływu czasów. „Zniósłby śmierć i głód, nie zniżając w żaden sposób sztandaru przed