Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


możemy; mała jego Magdalena będzie z Bogiem, jak Bóg tego chce: dla Lutra też jest to wszystko, islam jest wszystkiem.
Razu pewnego z głębi Patmosu swego pustelniczego w zamku Coburgu spogląda on wśród nocy na świat: ten wielki strop bezmiaru, z długiemi szeregami żeglujących po nim obłoków — niemych, bezcielesnych, olbrzymich — kto podtrzymuje to wszystko? „Nikt nigdy nie widział filarów, a przecież jest on podtrzymywany.“ Bóg go podtrzymuje; powinniśmy przeto wiedzieć, że Bóg jest wielki oraz dobry i ufać Mu w tem, ku czemu wzrok nasz nie sięga. — Powracającego raz do domu z Lipska Lutra uderza piękność pól, dojrzałem zbożem pokrytych: Jak się też wznosi to zboże złociste na pięknej, wysmukłej łodydze; złote, pełne bogactwa główki chylą się i falują: ziemia słodka, na rozkaz łaskawy Boga raz jeszcze chleb dla człowieka wydała! — Pewnego wieczora o zachodzie Luter w ogrodzie w Wittembergu widzi ptaszka, który do snu się na gałązce usadowił: Nad tą małą ptaszyną wiszą gwiazdy, bezdenne niebiosa światów; zwinął on jednak skrzydełka swoje i usiadł tu z ufnością na wypoczynek, niby u siebie: Stwórca jego dał mu też własne „u siebie!“ — Nie brak tam również bynajmniej rysów dobrego humoru: w człowieku tym bije wielkie i swobodne serce ludzkie. Zwykły jego język odznacza się jakąś pierwotną szlachetnością, nosi charakter narodowy, posiada wyrazistość bez cienia sztuczności; gdzieniegdzie widnieją błyski pięknych barw poezyi. Każdy czuje, że jest to człowiek wielki, nasz brat. Czyż miłość jego dla muzyki nie tworzy, że tak powiem, w rzeczy samej streszczenia wszystkich