Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jego uczuć? Ileż dzikiej niewymowności oddała dusza jego w dźwiękach fletu! Dyabły daleko od jego fletu uciekały, jak powiada. Wyzwanie na śmierć z jednej i taka miłość muzyki z drugiej strony: wolnoby mi było to nazwać dwoma przeciwległemi biegunami wielkiej duszy; pomiędzy niemi znaleźć mogło miejsce wszystko, co wielkie.
Twarz Lutra stanowi dla mnie wyraz tego człowieka; w najlepszych portretach Kranacha znajduję prawdziwego Lutra. Prosta to twarz plebejuszowska, o brwiach dużych i kościach sterczących, niby opoki, co tworzy znamię surowej energii; na pierwszy rzut oka twarz ta odpycha. W oczach jednak głównie ukrywa się cierpienie milczące i dzikie, smutek niewypowiedziany, pierwiastek wszystkich uczuć wzniosłych i delikatnych, który nakłada na całą twarz pieczęć szlachetności. Luter umiał się śmiać, jakeśmy to powiedzieli, ale też umiał i płakać. W udziale przypadły mu łzy, łzy tudzież trud ciężki. Podstawę jego życia stanowił smutek oraz powaga. Po wszystkich tryumfach i zwycięztwach, w ostatnich swych dniach, mówi on z głębi serca, że znużony jest życiem; myśli o tem, że Bóg tylko sam może i chce kierować biegiem rzeczy i że, być może, dzień sądu już nadchodzi. Co się zaś jego tyczy, jedno tylko żywi on pragnienie: by Bóg raczył zeń zdjąć ciężar trudu, pozwolił mu odejść i spocząć. Niewiele pojęli z człowieka tego ci, którzy te słowa przytaczają, by mu ujmę uczynić! — Lutra nazwę człowiekiem prawdziwie wielkim, wielkim ze względu na umysł, męztwo, uczucie oraz prawość; zaliczę go w poczet ludzi najbardziej godnych miłości i najcenniejszych. Wielkość jego nie przypomina wiel-