Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ciałami, ażebyśmy my mogli przejść po trupach i zdobyć twierdzę! Jest to hipoteza, niegodna wiary.
Widzieliśmy jednak, że tę niegodną wiary hipotezę broniono z wściekłą energią; że ten lub ów nędzny osobnik rodzaju ludzkiego, wraz ze swą sektą, złożoną z osobników, szedł, niby po trupach wszystkich ludzi, ku pewnemu zwycięztwu; kiedy jednak i on ze swą hipotezą i swem ostatecznem i niemylnem credo wpadł do rowu, — cóż pozostawało do powiedzenia? Zresztą natura ludzka ważne przedstawia zjawisko: człowiek chętnie uznaje własną swą intuicyę za ostateczną i uważa ją za taką. Przypuszczam, że uczyni on to zawsze w ten lub inny sposób, trzebaby jednak, aby to czynił w sposób szerszy i mądrzejszy. Czyż bowiem wszyscy ludzie, którzy żyją, lub żyli kiedykolwiek, nie są żołnierzami jednej i tej samej armii, zaciągniętej w tym celu, by pod wodzą nieba stoczyć bój z jednym oraz tym samym wrogiem — z państwem ciemności i zła? Dlaczegóż mielibyśmy nie uznawać jedni drugich, po cóżbyśmy mieli walczyć nie przeciw wrogowi, lecz pomiędzy sobą, dla prostej tylko różnicy uniformu? Wszelkie uniformy są dobre, byleby tylko mężnych ludzi przyodziewały. Wszelka broń będzie pożądana — i turban z błyskawicznym mieczem Araba, i potężny, spadający na jötunów młot Tora. I okrzyk bojowy Lutra, i melodya do marszu Danta, wszystko bezpośrednie tudzież szczere jest z nami, a nie przeciw nam. Wszyscyśmy pod jednym wodzem, żołnierze jednej armii. — Przyjrzyjmy się teraz trochę tej walce Lutra: co to była za walka i jak się on w niej znajdował? Luter także był jednym z naszych bohaterów duchowych, był prorokiem swego kraju i czasu.