Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żach Meistera.“ Bohater tam trafia do towarzystwa ludzi o bardzo dziwnych zwyczajach, z których oto jeden: „wymaganiem naszem — powiada mistrz — jest, aby każdy z należących do naszego stowarzyszenia zadał sobie przymus w pewnym kierunku,“ aby szedł w jakiejś kwestyi zawsze wprost wbrew swojej żądzy i zmusił siebie do spełnienia czegoś, czego nie pragnie, „chociażbyśmy mu mieli pozostawić we wszystkiem innem tem większą swobodę co do pozostałych punktów.“ Jest w tem, jak mi się zdaje, wiele racyi. Zło spoczywa nie w korzystaniu z tego, co przyjemne, lecz w doprowadzeniu siebie przez przyjemności do niewoli moralnej. Uważam więc za prawo doskonałe, by człowiek stwierdził, że panuje nad swemi przyzwyczajeniami, że mógłby wstrząsnąć i zrzuciłby ich jarzmo w razie zjawienia się powodu. Miesiąc ramadan dla muzułmanów i wiele innych rzeczy w religii Mahometa, jako też i w życiu jego, w tym się zwracają kierunku — jeśli nie rozmyślnie lecz świadomie postawionego przezeń celu doskonalenia się moralnego, to w każdym razie dzięki pewnemu zdrowemu i męzkiemu instynktowi, który też jest dobry.
Coś innego jeszcze można powiedzieć o niebie i piekle mahometanów, a mianowicie, iż, jakkolwiek są one grube i materyalne, tworzą emblemat wiecznej prawdy, o której niezawsze pamiętano gdzieindziej. Ten gruby i zmysłowy raj, to okropne piekło płonące, wielki, olbrzymi dzień sądu, na który Mahomet ciągle kładzie nacisk, — czemże jest to wszystko, jeśli nie pierwotnym, powstałym z prostaczej wyobraźni Beduina cieniem tej wielkiej prawdy duchowej, początku prawd, o której też i nam koniecznie trzeba wiedzieć, a miano-