Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 53 —

Takim szczęśliwy! lecz szczęścia promień
Nie długo świeci, znikają blaski,
I noc i wicher i straszny płomień,
I od płomienia straszniejsze wrzaski,
I niema spada łza w spaleniska
Bo serce pęka.....

Stróżu Aniele!
Zawodzącemu mnie na popiele,
Przybądź, i z duszy méj ścieraj plamy
Błękitem wiary, nadziei łzami.
Tak ja tam zawsze do was przychodzę,
W śnie czy na jawie, ja ku was w drodze.
Łódką flisowską, czy też z lirenką
I z krzywym kijem ciągnę z daleka;
Czy też kto wyjdzie, czy też kto czeka,
Czy kto powita przyjazną ręką? —
Na pięknéj łące grają derkacze,
Z pod nóg mi rwią się pliszki i lelki,
Nikt mnie nie wita! w sercu żal wielki,
Nie dość na jawie, jeszcze w śnie płacze,