Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 54 —

I ręką wiodąc ku zachodowi
Śpiewam żałośnie: bywajcie zdrowi!

Bywajcie zdrowi! myśl moja z wami!
Ona tam górą ciągnie z gwiazdami,
Albo się miesza w bocianie stada,
I białoskrzydła na ziemię spada.
Ona tam stoi nad wód krynicą,
Albo się wiesza na krzyżach drożnych,
Ona się modli z polską dziewicą,
I unosi się w hymnach pobożnych.
Choć wy na moje serce żelazem,
Choć zimnym lodem, ja z wami razem.

Powietrze ciche jak zasiał makiem,
Zarumienione poranną zorzą,
Takbym rad wzleciał w powietrze ptakiem,
W ten szklanny przestwór, w tę piękność Bożą!
Och! jakiś anioł na świat się zniża,
Bo czuję lekkość Chrystusa krzyża,
I bliską radość, i pieśń żałosna
Topnieje łzami — wiosna, och wiosna!