Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 52 —

I tak się z serca wydziera śpiewka,
Jak mazowiecka do tańca dziewka,
Strojna w bursztyny, w korale, maki,
I złote piżmo, modre modraki.
Jasna jak zorza, świeża jak woda,
Przy brzęku skrzypic wywija młoda,
Ani się pyta czy to tak ładnie;
Toć przecie komuś do serca wpadnie.
To mi tak czasem coś w ucho gada,
Niby dziewczyna ze złotą cywką;
Spojrzę się — mignie twarzyczka blada,
Chwytam w powietrzu jasne przędziwko.
I snuję z niego tęczę na chmurze,
I snuję z niego stokrotki, dzwonki,
Żółte dziewanny i polne róże,
I wstęgi wody przez wonne łąki.

I na raz wioska błyśnie kochana,
Na pocieszenie, dana, oj dana!
Chałupy drzemią, chylą się sosny,
A w duszy mojéj tak pełno wiosny,