Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 36 —

Jak w blasku słońca, którego strzały
Szerokie wody pooświecały.
Czasem po całych dniach nie otworzy
Powiek zawartych, na ten świat Boży. —

Po takich słowach, po odpowiedzi,
Król w wielkiém krześle w zamysłach siedzi.
— Pieniądz ma dziwną nad ludźmi siłę,
Złoto.... a złoto komuż nie miłe?....
Więc jeszcze pieniądz niech swoje czyni.
To pomyślawszy pójdzie do skrzyni
Od któréj klucze naszał przy boku;
Klucze od skarbu, sztylet na pasku,
Łańcuch, na którym święty w obrazku
Ledwie dojrzany z perłowych ramek,
I psałterz spięty na srebrny zamek;
Poszedł, drżącemi dłońmi otwiéra,
Brzęka, to słucha, to znów nabiéra.
Nabrał, zawiązał, wieko zatrzasnął,
Wyjrzał za okno — zamek już zasnął,
Tylko wartowni przechodzą ganki,
I zbroje świecą pomiędzy blanki.