Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 34 —

Czapkę nasunął, wyciągnął nogi:
— Wbiłże mi sęka ten dziad ubogi.
I wciąż do siebie powtarza z cicha:
— Rzeczono w Piśmie, pierwszy grzech pycha,
Drugi łakomstwo. —

A miał zdobyczną,
Najświętszą Pannę srebrną, prześliczną,
Jasną jak z nieba, z przecudną twarzą,
A stała w skarbcu pod wielką strażą.
Więc układając sposoby w głowie:
— Już go też na to rzecze ułowię.
Wszak pożądańszéj przynęty nie ma
W oczach niewiasty, w oczach pielgrzyma,
Jak pozłociste świętych osoby;
Zobaczym jeśli wyjdzie z téj próby.
I wnet świsnąwszy w piszczałkę srebrną
Na nieodstępną gawiedź służebną,
Posąg im z onéj wyda skarbnicy
Matki Przeczystéj, Boga-Rodzicy,
I do pustelni leśnéj wyprawi,
Posłuszna służba wiernie się stawi;