Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 31 —

Wstań, możny królu, tak wielka chwała
Samemu tylko Bogu przystała.
Na takie szczere, serdeczne słowo,
Król się uśmiechnął, potrząsnął głową.
Królewskie ucho prawda obraża,
Dobrych nie słucha, złych nie poważa;
Stał długo, patrzał, w mieszczańskiéj szubie.
— Poczekaj mnichu, już ja cię zgubię,
Jeśli mi tylko próba się uda,
Porobię z tobą prawdziwe cuda. —

Więc naprzód salę wskaże mu złotą,
Po któréj ścianach rzeźby się plotą.
Esy, floresy przerozmaite,
W dębowém drzewie dłutem wybite.
Tam liszka w gęstą przysiadła skrytkę,
Tu z krzewia widać wiewiórczą kitkę,
Indziéj paw’ złoty na drzewko włazi,
A wszystko lśni się aż oczy razi.
Takiemiż cudy pokryte sprzęty,
Aż się z podziwu przeżegnał Święty.