Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 28 —

Ale tak smutny jak żaden w świecie;
Kogo napotka, starca czy dziecię,
Lico wybladłe, oczy zapadłe,
Co śmielsze tylko na ucho szepnie
Rzeczy, od których krew w żyłach krzepnie.
Owdzie pień krwawy opłynion świeżo;
Indziéj rozgłośne jęki pod wieżą;
Po drogach więzień w żelaza brzęka,
Ciężka ludowi monarsza ręka.....
Nie raz na widok ludzkiéj żałości,
Żalem się wszystkie zatrzęsą kości.
Nad szubienicą kruk polny kracze,
Święty przystanie, spłacze się, spłacze
I ciągnie daléj — wreszcie, z za góry
Zobaczy wieże wybiegłe w chmury,
Kędy w posępną niebiosów głębię
Wzlatają orły, szare jastrzębie. —
— Ej! to tu będzie — jakoż niedługo
Zejdzie się w lesie z królewskim sługą.
Stary sokolnik z piórem u czoła,
Na krągłém berle trzymał sokoła,