Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 27 —

Świecą bez przerwy, jak przestrzeń długa;
Ani tak prędko źrenica mruga
Jak błysk po błysku niebo zapala,
Istnym się wrzątkiem przewraca fala.
Toż kiedy serca ogarnie trwoga:
— Ratuj nas Święty! — krzyknie załoga.
A Święty rzecze na głos do burzy:
— Przez miłość, burzo! nie szaléj dłużéj!
I wraz się fale morskie uciszą,
Jeszcze się tylko nieco kołyszą;
I widać niebo zdarte na szmaty,
Lecz już łagodniéj, pełne oświaty
Jak oko matki, kiedy po gniewie
Nad dzieckiem śmiać się czy płakać nie wie.
Po widnokręgu smudze słonecznéj,
Płynie gdzieś łódką rybak bezpieczny.
Owo i Francya, cel długiéj drogi!
Toż do wędrówki nawykłe nogi
Starzec pośpiesznie idący stawia,
Kijem się wspiera, modły odmawia.
Przechodzi liczne wioski i grody;
Naród poczciwy, wdzięcznéj urody,