Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 20 —

Na wstyd rozumnéj ludzkiéj istocie,
Podzwania pieśnią w ustawnym locie.
Albo ryb owych po co tak wiele?
Wesoła ryba otwiera szkrzele,
Wije się wdzięcznie w jasnym potoku,
W jasnym potoku jak w modrém oku;
Bóg ci ją stworzył na nasz pożytek,
Lecz nie na psucie, lecz nie na zbytek.
Proszę Cię tedy, Wielmożny Panie,
Byś mi ustąpił choć jedno danie.
A jako prędko król go obdarzy,
Wstaje z przesłodką ciszą na twarzy,
Potém krzyż zrobi wierzchem półmiska.
Aż tu z półmiska ryba się ciska,
Żywym ogonem po stole miota,
Więc się gołąbka daléj trzepota,
Kogutki stają na srebrnym blacie
I pieją, jakby pod strzechą w chacie.


∗                    ∗

Dopiero radość w koło się szerzy,
Król ucieszony w dłonie uderzy,