Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 19 —

Aż król zagada: — No cóż, mój stary!
Kiedyż podanéj odmawiasz czary,
Chciejże jak wieści krążą wśród ludu
W naszych tu oczach dokazać cudu. —


∗                    ∗

A Święty milczy, — głowa schylona
Między zawiędłe spada ramiona;
Ani się zgorszy poczciwa dusza,
Oczy przymyka, ustami rusza;
Na lada słowo mówić nie skory
Dogodnéj sobie ugląda pory.


∗                    ∗

Aż w ciągu uczty, gdy coraz nowe
Znoszą a znoszą statki stołowe,
A coraz inne półmiski srebrne;
— Oj! królu, rzecze, czy to potrzebne
Na jedną ucztę tyle krwi przelać?
Tyle skowronków w polu nastrzelać,
Które Bóg stworzył sobie na chwałę?
Za co mu wdzięczne to ptastwo małe