Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 18 —

Wciąż krótsza radość; żałości sporsze,
Dni coraz suchsze i coraz gorsze. —
Szczęsny, kto siwą oparłszy głowę,
Spokojną z życiem wiedzie rozmowę,
Rany oblicza na polach boju,
Zaznane szczęścia, owoce znoju;
Ni się o przyszłość dzieci kłopocze,
Patrząc na woły w polu robocze,
Na ciche sady, na nizkie chaty,
Bezpieczne widzi kraju powiaty,
Szacunek obcych, miłość u siebie:
Takiego życia dalszy ciąg w Niebie.
Śliczna osoba królowa sama,
Jak owa Ewa, żona Adama;
Ciągle się Panu swojemu mili:
To się po jabłko królowi schyli,
To mu z uśmiechem poda na zwrocie,
Czarę napoju wykutą w złocie;
A co się zniży, co się obróci
Tysiąc promieni brylant rozrzuci.
Patrząc się na to Franciszek cichy,
Myślą wędruje pomiędzy Mnichy.