Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 14 —

„I ulubieńca mego sokoła,
„Co na głos leci gdy ptasznik woła;
„A proszęć, gdy się podoba Tobie,
„Pomóż mi bracie w mojéj chorobie.
„Wiem, jako w Twojéj żyje krainie,
„Człek, co cudami wielkiemi słynie,
„Który u Boga zrobić to może
„Że wstanę zdrowy i rzucę łoże.
„Owóż cię proszę do mnie go przyśléj
„A jako prędzéj już sam obmyśléj.“
I podpisano od dziecka gorzéj:
Ludwik Francuzki, król z łaski Bożéj.

Był to król także swojego chowu;

Więc do strażnika posłano znowu,
Czy od pustyni Święty nie kroczy?
Sto bitych srebrnych jeśli go z oczy. —
Jakoż tą razą z za drzew co kwitną,
Od gór odzianych we mgłę błękitną,
Z wyrazem co się opisać nie da,
W podartym płaszczu szła święta bieda.