Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 179 —

A to już nie on porosły w pleśń
Jeno ta po nim biła się pieśń.
Jednego razu przyleciał wróg
Lecz śpiewający naród go zmógł;
Więc się wódz wrogów złością zasierdzi,
Żelazną dzidę w ziemię utwierdzi,
I rzecze swoim: nie ruszę stąd
Aż się nie dowiem siła ta skąd?....
I siedzi jedną, siedzi noc drugą
I byłby pewnie posiedział długo,
Trawąby porósł i zbożem pól,
Z hełmu by pszczoły wywiodły ul;
Nie jeden próżno myślałby wiek,
Gdyby mu swojski nie poddał człek:
Wielmożny Królu! są siostry trzy,
One to bronią narodu dni......
Idźcież mi zaraz albo je wziąść,
Albo uwięzić, albo je ściąć. —
I poszli zaraz i dzień i noc
Pędziła wrogów ogromna moc.
Przyszli do świątyń i zgłuchły ściany
Pieśń się we srebrne skryła organy.