Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 180 —

Przyszli do chaty, wybiegła z chat
Leciała w pole, w szeroki świat.
Lecz gdzie się w polu smutna pieśń skryje?
Łąka ją odda, echo odbije.
Więc woła: ziemio! héj! rozstąp się!
Ziemio! héj ziemio! pochowaj mnie.
I wnet się pod nią ziemia otwarła,
Pieśń w nią zapadła, ziemia się zwarła,
Ukryła jasną przed ludzkim wzrokiem
I zmilkła cała pod mgły obłokiem.
I wrogi biegły gdzie obóz stał
A lud nie wiedział o nich i spał;
Więc lud niebaczny wycięli w pień,
Jedna pieśń tylko pomkła jak cień.
I wzorem żółwia, w zbroje niezłomne
Ukryła skrzydła jasne, ogromne,
Wciągnęła ręce, cicha milcząca
Jako żółw kiedy dziecię go trąca.

I nie ma pieśni cieszy się wróg,
Że już ten naród do szczętu zmógł.