Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 175 —

Silniejszą niźli góry odwieczne,
Niźli puklerze, miecze dwusieczne.
One to będą narodu zbroją
W najcięższéj doli one dostoją;
A choć tak wątłe, tak niedotkliwe
Że się wydają jak widma żywe
Ze mgły i z tęczy i z cienia gór,
Staną za mężnych rycerzy zbór.
Owa najlichsza nad któréj skronią
W ciąż się pierzchliwe jaskułki gonią,
Co w dudkę złotą nieśmiało dmie,
A głos po liściach rozlega się,
I w przepogodne, ciche zaranie
Budzi po świecie śpiące kochanie.
Ta wiesna prządka na naszéj grzędzie
Ważnych na kolcze nici naprzędzie.
Ta druga, co się skrzydły zakrywa
Jako gołąbka w wietrze płochliwa
Kiedy w przelocie daje obroty,
Każde jéj pióro jako miecz złoty.
Trzecia spokojna jak nigdy nic,
Wzniosłéj postaci, malownych lic,