Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 174 —

Wejrzyj jak słońce po śniegach lśni
Jak zwolna wstają wędrowne mgły,
Ledwie poranek niebo zabieli,
Już się ze śnieżnéj ciągną pościeli;
Wyżéj a wyżéj, po wichrach gór
Drą się po świerkach zadymki chmur.
A król się patrzy, rzecz mu nie nowa
Że góry dymią, słońce się schowa.....
Aż na raz w środku, przedziwna rzecz!
Promień je słońca przeciął jak miecz,....
I przez podarte, mgliste przędziwa
Tarcza słoneczna w wodzie już pływa.
A na jéj kręgu widzisz co płynie
Co z światłem z nieba spadło w głębinie?
Trzy siostry święte skrzydły srebrnemi
Po nad falami skrzą się jasnemi.

— Uklęknij Królu! Bóg łaskaw Ci,
Nie próżno twoje spadały łzy;
Te święte siostry twój lud zasłonią
Silniejszą one niż miecze bronią,