Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 10 —

Jeden w koszyku przyniósł dostatek
Jabłek pachnących i małgorzatek;
Drugi młodzieniec przyniósł im chleba
Przyniósł im chleba z samego nieba;
A trzeci miodu w suszu komórkach,
A czwarty, lecąc na srebrnych piórkach,
Gdzie który siedział dworski młodzieniec
Przed każdym złożył pleciony wieniec.
Niebieski bławat, nieśmiertelniki,
Polne ostróżki, dzikie gwoździki,
I zaśpiewali w nucie powolnéj:
— Jam lilja wodna i kwiatek polny! —
A dworscy widząc swemi oczyma,
Że takiéj służby i sam król nie ma,
Kiedy widokiem oczy napaśli,
I przeprosili że świętych naszli;
Z poselstwa swego złożą się trwożnie,
Bardzo uczciwie, bardzo pobożnie:
— Jako król widziéć Świętego żąda,
Jak niecierpliwie przyjścia wygląda.
A gdy skończyli poselstwo oba,
Więc się Świętemu bardzo spodoba,