Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 159 —

Chwalił zwycięzcę, ale przy żadnym
Nie siadał nigdy stole biesiadnym.
Kiedy się zjawił, już to znaczyło
Że coś dobrego się wydarzyło.
To też lud ciemny, co baśni słucha,
Miał go za lasów dobrego ducha,
I tak ubogi jak i bogaty,
Każdy go prosił do swojéj chaty.

Przyszedłszy starzec stanął w komnacie,
I rzekł: „Oj! wiem ja co rozmyślacie!
Jest ci dziewica cudnéj urody,
I płomień gore w jéj piersi młodéj,
Nad jasném czołem nie więdną kwiaty,
Srebrne ma wstęgi przez złote szaty;
Wolna dziewica, a jéj miłości
Nikt nie zabroni, nie pozazdrości.
Kto ją ukocha, kto umiłuje”
Dla niéj krwi swojéj nie pożałuje.
Prawdę słów moich każdy z was przyzna
Imię téj białéj dziewki: — Ojczyzna.