Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 158 —

Każdemu idzie do gardła ślina,
Ale gdzież taki ptak i dziewczyna?
Nie jeden słyszał o różnych cudach,
O złotych miastach, o różnych ludach,
Lecz nikt nie wiedział, obcy ni swoi,
O téj dziewicy, ptaku i zbroi. —

Gdy każdy myślą obłędnie wodzi,
Aż do komnaty dziad siwy wchodzi,
Psy zawarczały i grzbiety jeżą,
Wlazły pod ławy i w strachu leżą.
Dziadowi broda do nóg wisiała
Okrutnie długa, srebrzyście biała.
Pochwalił Boga, stojąc u proga,
I Książę za nim pochwalił Boga.
Znali go wszyscy, lecz nikt nie wiedział,
Czy gdzie w klasztorze, czy w kniei siedział,
Wiedzieli tylko, że po wyprawie,
Kiedy wódz w wielkiéj powracał sławie,
On nad gościńcem siadał przy sośni
I z wszystkich ślepców śpiewał najgłośniéj,