Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 155 —

I słówko k’niemu do ucha poda:
„Czym ja nie miła, czy ja nie młoda?
„Czy wam potrzeba żony piękniejszéj,
„Więcéj bogatéj i rozumniejszéj?
„Czy ja was Książę nie dość miłuję,
„Dzieci nie karmię i nie piastuję?
„Może wam zdechły wasze sokoły,
„Coście mój Panie tak nie wesoły?”

„Oj! nie o ptaku, o białozorze,
„Jest ci sokolnik na moim dworze,
„Piękna Rusinko przy twojém łonie,
„Oj! nie o młodszéj rozmyślam żonie.”
— Więc znowu Księżna: „Może w pokoju
„Czas sobie mierząc wzdychasz do boju?”
— „Ciemne z nad morza ludy nieznane,
„Zniosły mi swoje bogi drewniane,
„Czarne postaci bogów i bogiń
„Własnemi dłońmi miotali w ogień;
„Nadobne bożki cudnéj roboty
„Palił okrutnie mój biskup złoty.