Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 147 —

W téj też jedynéj przez lato porze,
Gwarzą ze sobą woły w oborze,
Bieli się w świetle strzecha domowa,
A zły duch w ziemię jak wąż się chowa. —
Dla dobrych dzieci w prawdziwéj wierze,
Postać dzieciątka Zbawiciel bierze,
Koszulkę prostą, i z matki łona
Słodko spogląda na święte grona —
I na niebiosach, na ziemi wszędy,
Nie słychać tylko same kolędy.
Biało na ziemi, na Niebie biało,
Ziemia i Niebo jedném się stało,
Śnieżysta nasza cała kraina,
Jak jedna ustroń cicha, jedyna.
Kościół z modrzewia poczernion wiekiem,
Stara dzwonnica, wierzba nad ściekiem,
Kołowrot wiejski i krzyż na boku,
Skaczą na każdym serca podskoku.

Jak każde Święto obchodzą w Niebie,
To już Stróż Anioł nauczy Ciebie,