Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 8 —

Zgina kolanka, do nóg mu pada,
I łepek wznosi, ledwo nie gada.
Tymczasem strzelce z psiarnią zziajaną,
Zdala świętego człeka przystaną;
Radzi o nowym obwieścić cudzie,
Patrzą się owi królewscy ludzie.
A zaś łaniątko, które ów głaszcze,
Spokojnie na psie spogląda paszcze,
Co wywiesiwszy po pas języki
Leżą na brzuchach jak rozbójniki.
O téj pogoni Święty już wiedział,
Bo mu na modłach Anioł powiedział:
Że przyjdą ludzie za tropem łani,
Tacy i tacy, i tak ubrani,
I w jakiéj myśli, w jakim zamiarze,
A nawet we śnie widział ich twarze;
Więc ich pozdrowi bardzo serdecznie,
I za opłotki prowadzi grzecznie.
Wchodzą, siadają owi posłowie,
Święty się pyta o króla zdrowie:
— O bardzo dobrze! także królowa,
I synek im się szczęśliwie chowa.