Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 142 —

Chociażbym rada, to ani razu,
Z nieba widzicie czekam rozkazu. —

Gdy czas potemu, ku Świętéj radzie,
Gdzie Święty Grzegorz siedzi w gromadzie,
Biały gołąbek z nieba przyfruwa,
Który nad Świętym dzień i noc czuwa,
Na złotém Jego ramieniu siada,
I cóś perłowém słowem powiada.
Poczém się Święty podnosi w radzie,
Infułę jasną na głowę kładzie,
I pastorałem srebrnym gdy skinie,
Pękają lody i Wisła płynie.
Wiosenną porą, pogodnym świtem,
Pan Jezus gada ze Świętym Witem:
Jakże tam w polu, wszystko zielone,
Już też porosło pewnie na wrone,
Wczora deszcz przeszedł i wonność słodka,
Toż się tam trawa sypnie jak szczotka.
No cóż tam Wicie, już piętka w życie?
A Wit po widnym wodząc błękicie,