Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 143 —

Przejrzystą ręką wskaże skowronki,
Które wzlatują z nad mokréj łąki,
I wyśpiewują prawie bez końca
U stóp przeczystych wiecznego słońca;
I rzecze smutny: nie słyszę, Panie!
Pokąd to ptastwo piać nie przestanie.
Więc Anioł Boży dziwnéj pogody,
Daje znak skrzydłem; głuchną ogrody,
Wiśniowe sady, zielone gaje,
Za jednym razem wszystko ustaje.
Wykołysane pieśniami zboże,
Samo już pięknie zabrzęknąć może;
I po wszym kraju, na wszystkie strony,
Owsy szeleszczą, brzęczą jęczmiony;
Pszczół i komarów muzyka przytem,
Łącząc się w jedno z powiewném żytem,
Najcieńszą nutą wygrywa Panu,
Po pieśniach ptaków wielką pieśń łanu.

Przychodzą zbiory, jesień za pasem,
Święty Wawrzyniec chodzi nad lasem.