Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 140 —

I po rozległéj nieba przestrzeni
Rzuca snopami jasnych promieni;
Na zachód światło rzuci w dolinę,
Jużci przybyło dnia na godzinę,
Na wschód potrzęsie garsteczką słonka,
Już na godzinę przybyło dzionka. —

A potem, kiedy dzień się rozpostrze,
Anioł przebiega ku drugiéj siostrze,
Która jak tylko nadciągnie zima,
Pod swoim kluczem skowronki trzyma.
Więc gdy już słońca najdzie tak wiele,
Że na chrzcielnicę pada w kościele,
Wtedy ostrożna Święta Agnieszka,
Jednego ptaszka wypuszcza z mieszka;
Gdy nie powróci i znaku nie da,
Na ziemi widać że już nie bieda.
Wówczas niebieskie brzęczą zawiasy,
I ptastwo leci przeróżnéj krasy,
Nad Świętą wieńcem zatacza koło,
A potem spada na nasze sioło;