Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 139 —

Na każdym pełnym ziarnie pszenicy
Widać obrazek Boga-rodzicy.[1]
Wszystko czém biedna ziemia się szczyci,
Z nieba się ciągnie srebrnemi nici.

Kiedy na zimę, kraina cała
Pod chłodnym śniegiem zrobi się biała,
A dzionek krótki ledwie się mignie,
Już i w sto koni go nie doścignie,
I każda dusza w sobie się zwinie,
Jak gąsienica w swéj pajęczynie.

Wtedy na niebie dzieweczka boża,
Mało pomału dzionka przysporza,
Ta święta Panna zowie się Łuca,
Co robi światło i dnia przyrzuca.
Jak Jéj to idzie owa robota:
Od tronu Boga naciągnie złota,

  1. Lud nasz, prawdziwie pobożny, w samém zakończeniu pszenicznego ziarnka, upatruje podobieństwo do Matki Najświętszéj: wychowany na wsi, słyszałem od dzieci wiejskich te serdeczne słowa, które przechowuję w duszy mojéj..... „alboż to koniuszczek, to główka saméj Matki Najświętszéj.”